Według propagandy III Rzeszy „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Wydawałoby się, że coś takiego nie powinno mieć miejsca w cywilizowanym świecie, szczególnie że taka mądrość padła z ust nazisty. Niestety prawda jest zgoła inna…
Książka pt. „Dziewczyna, którą chcę zabić” autorstwa Lee Kkoch-nim dotyka właśnie tematu, w jaki sposób ostracyzm, pomówienia i plotki mogą zniszczyć komuś życie.
Każdy z nas pewnie nie raz złapał się na tym, że ocenia drugą osobę na podstawie jej ubioru czy zachowania. Psychologicznie rzecz biorąc, pierwsze wrażenie, nawet jeśli nieświadomie, wpływa na nasze długofalowe postrzeganie danej osoby. Jeśli nie pozna się jej bliżej, będzie się ono dalej utwardzało, co może prowadzić do błędnego wyobrażenia o tej osobie. Nie zmienia to faktu, że ocenianie kogoś w głowie to jedno, a pójście o krok dalej i rozpuszczenie plotek, to zupełnie inna sprawa.
W przypadku „Dziewczyny, którą chcę zabić” takie pierwsze wrażenie stanowi podstawę fabuły, ale może najpierw kilka słów o niej właśnie.
Głównymi bohaterkami książki są Ji Ju-yeon, popularna dziewczyna z bogatej rodziny, oraz Park Seo-eun, jedynaczka wychowywana przez samotną matkę. Już samo to zdanie nasuwa nam pewien sposób patrzenia na postacie, czyż nie? Fabuła zaczyna się w momencie, gdy dowiadujemy się, że Park Seo-eun została zamordowana, a Ji Ju-yeon staje się główną podejrzaną w sprawie. Cały zamysł książki polega na przedstawieniu perspektywy wielu osób zaangażowanych w sprawę, w tym samej oskarżonej.
Z biegiem historii i zeznań kolejnych osób sposób postrzegania podejrzanej i ofiary zmienia się diametralnie. Najpierw Ji Ju-yeon jest wzorem idealnej córki z bogatego domu, którą lubi każdy nauczyciel, natomiast Park Seo-eun to typowy wyrzutek, który nie potrafi się z nikim zaprzyjaźnić. Jednak już po chwili opinia wszystkich zmienia się diametralnie. W chwili aresztowania Ji Ju-yeon staje się wyrachowaną psychopatką, która zamordowała Bogu ducha winną przyjaciółkę. Zaczynacie chyba już rozumieć, co miałam na myśli, zaczynając tę recenzję od cytatu o kłamstwach?
Nagle cały obraz obu dziewczyn przeskakuje ze skrajności w skrajność, tak że sama podejrzana zaczyna się gubić, co jest prawdą, a co nie. Nie pomaga jej też fakt, że nie pamięta momentu całego zajścia.
Nie będę zdradzała całego przebiegu sprawy, bo chcę zostawić Wam pole do zastanowienia i sięgnięcia po tę książkę, ale zamierzam podzielić się pewnymi aspektami niezwiązanymi z fabułą.
Po pierwsze, zacznę od samego wydania książki. Bardzo doceniam inwencję twórczą z wykorzystaniem hangula jako literek, które mają wyglądem przypominać nasz alfabet łaciński, ale w moim odczuciu było to pewne utrudnienie. Jako osoba znająca hangul, automatycznie czytałam je nie jako łacińskie, co równało się rozwiązywaniem rebusów w trakcie lektury. Troszeczkę wytrącało mnie to z płynnego czytania, ale dla większości czytelników nie powinno stanowić to większego problemu.
Po drugie, mam wrażenie, że mimo poruszającej treści i naprawdę wciągającej fabuły (wystarczyły mi dwa wieczory, by ją pochłonąć), to książka dotknęła tylko powierzchni problemu. Z jednej strony rozumiem przesłanie i całą koncepcję, którą kierowała się autorka, ale czy dotknęło mnie to głębiej? Chyba nie. Zabrakło mi tu tego czegoś. Może być to kwestia powtarzalności tego motywu, ale przecież nawet z powtarzalnego tematu można stworzyć coś naprawdę dobrego.
Po trzecie, na początku książki pojawia się uwaga, że proces i elementy postępowania wobec nieletniej mogą różnić się od tego, jak wygląda to w rzeczywistości w wymiarze sprawiedliwości w Korei Południowej. Zastanowiło mnie to. Osadzając fabułę w takich realiach, autorka powinna chyba zadać sobie nieco trudu i zrobić research na ten temat. Rozumiem, że bardziej istotne było dla niej przesłanie, ale pisząc powieść, której główną linią fabularną jest sprawa karna, podawanie niesprawdzonych informacji jest nieco niezrozumiałe.
Po skończeniu lektury dałam sobie kilka dni na zebranie myśli, co tak naprawdę o niej sądzę. I co? Muszę jednak stwierdzić, że trochę mnie zawiodła. Otrzymuje ode mnie duży plus za tematykę i tempo akcji, ale te „niedociągnięcia”… Oj, ujmują jej nieco. Pokładałam w niej większe nadzieje. Czy zniechęca mnie to do sięgnięcia po kolejną pozycję od tej autorki? Zdecydowanie nie. Szczególnie że istnieje dalsza część tej historii. Jedyny problem? Jest tylko po koreańsku i turecku… Jeśli tylko pojawi się kontynuacja w języku polskim (mrugnięcie do wydawnictwa), to z pewnością po nią sięgnę. Na razie nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na inny tytuł od tej autorki, który ma pojawić się już 25 listopada.
To tyle ode mnie na dziś.
Do następnego!
~Wolfix
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz